make up #17 - by Iza from Douglas!

02:45:00

Jakiś czas temu pisałam Wam o tym, że wygrałam bon na darmowy makijaż w Douglasie. Wczoraj w końcu znalazłam chwilę na to, by oddać się w ręce specjalistki i dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy na ten interesujący temat.

Do galerii Malta udało mi się dotrzeć praktycznie w ostatniej chwili i w średnim stanie. Byłam bezpośrednio po szalonej sesji zdjęciowej, zadowolona, ale zmęczona, z niezdrową banalną czernią na powiekach (przez chwilę musiałam robić za umarłą...), której nie zdążyłam zmyć, po godzinach biegania po mieście... Mówiąc wprost: nie wyglądałam zbyt dobrze, dlatego godzinka spokoju i oddane się w ręce wizażystki były dla mnie niczym zbawienie...

Przyznaję, że początkowo trochę się bałam jak to będzie wyglądać. Spodziewałam się, że skoro wygrałam ten bon, to usłyszę gadkę o tym jak cudowne kosmetyki mają, jak błyskawicznie powinnam je kupić i ogólnie, że Douglas jest och i ach. Nic bardziej mylnego!

Trafiłam na przesympatyczną wizażystkę, Izabelę Węgrzynowską. Osoba bardzo utalentowana i rozmowna. Godzina upłynęła w mgnieniu oka, pogadałyśmy zarówno o kosmetykach, jak i na zwykłe babskie tematy. Pod tym względem szczerze mogę pochwalić atmosferę!

A kwestie związane z makijażem? Tu też będą same zachwyty.

Najpierw pani Iza spytała się mnie o mój styl oraz okazję na jaką ma być makijaż. Chciałam coś ciekawego na co dzień. Zawsze się śmieję, że potrafię zrobić każdy mocny makijaż, ale z delikatnymi różnie to bywa. Wspomniałam też o tym, że noszę się raczej w klimatach alternatywnych, rockowych i gotyckich, aczkolwiek lubię nowe trendy i nie mam nic przeciwko kolorom. Usłyszałam propozycję, która początkowo wydała mi się trochę banalna, ale ostatecznie się na nią zgodziłam i nie żałuję. Wiosenny kolor w załamaniu powieki i kreska. Niby nic... A jednak!

Potem rozmawiałyśmy o podkładach. Od pewnego czasu zauważyłam, że moja cera jest miejscami sucha i przyznam, że miałam z tym problem. Cóż, wykształcenia żadnego w tej dziedzinie nie mam, a gdy byłam ostatnio u kosmetyczki to nie potrafiła mi powiedzieć dlaczego. Od pani Izy usłyszałam praktycznie "na dzień dobry": Przesuszony naskórek, prawdopodobnie wina podkładu. Dowiedziałam się też, że dlatego kremy mi się nie wchłaniają prawidłowo w cerę - przesuszony naskórek ich nie przyjmuję. Szybko został mi dobrany odpowiedni podkład w moim odcieniu. Byłam zaskoczona, ponieważ zawsze bardzo mi ciężko jest dobrać na tyle jasny kolor podkładu, by stapiał się ze skórą. Ten był doskonały. I w rozsądnej cenie, co sprawia, że przy najbliższej wizycie na pewno go kupię!

I tu jest taki urokliwy absurd sytuacji: ponieważ kosmetyki nie były mi nachalnie wciskane, zakochałam się w nich i postanowiłam powoli skompletować cały zestaw. To jest siła prawidłowego marketingu ;)

W trakcie malowania oczu dowiedziałam się, że mam bardzo gęste rzęsy (ha, nie ma to jak połechtać kobiecą próżność ;)) i warto bym położyła na nie hennę, ponieważ są dość jasne. Zastanawiałam się nad tym rozwiązaniem od dawna, więc rozmowa tylko mnie utwierdziła w mojej decyzji. Pani Iza pokazała mi także sposób nakładania kredki by uzyskać efekt migdała. A właściwie by go podkreślić, bo jak twierdziła moje oczy są w takim właśnie kształcie. Cóż, choć z jednej strony człowiekowi się wydaje, że o tym wie, to z drugiej zawsze fajnie, gdy profesjonalistka tę wiedzę potwierdzi.

Na koniec nałożyłyśmy na usta pomadkę, na policzki róż, kilka jeszcze poprawek... I spojrzałam w lustro. Zachwyt, po prostu. Makijaż oka wydał mi się bardzo ładny, choć w tej dziedzinie akurat lubię eksperymenty i pewnie nadal będę się bawić... Na pewno jednak poćwiczę nakładanie kreski w ten właśnie sposób. Co więcej przekonałam się do białego cienia na powiece, który wbrew moim obawom wcale nie rozmydlił spojrzenia.

Ale cera! Rozpływałam się nad nią i nadal rozpływam. Ten podkład w połączeniu z tym różem wyglądają rewelacyjnie, jak porcelanowa laleczka. Niestety, róż akurat jest dość drogi, a w trakcie rozmowy dowiedziałam się, że ten odcień jest dość nietypowy i ciężko o tańszy zamiennik. I tu kolejny plus, bo w większości przypadków, gdy któryś użyty kosmetyk był zbyt drogi, to pani Iza była w stanie mi doradzić jakiś równie dobry, ale na studencką kieszeń. Jedynie ten róż, który chyba teraz będzie mi się śnił po nocach...

I to na tyle. Otrzymałam jeszcze zaproszenie na kurs makijażu, także darmowy i prowadzony przez panią Izę. Obiecałam sobie, że się wybiorę. Człowiek przecież uczy się przez całe życie!

Poniżej zdjęcia, robione w świetle dziennym, bez ani grama retuszu. Co prawda "focie z rączi", ale co tam ;) Tu muszę też zwrócić uwagę na szminkę, która sporo wytrzymała. Zdjęcia bowiem zrobiłam dopiero po jakiejś godzinie i po wchłonięciu ogromnej kawy z bitą śmietaną i ciasta. Większość kosmetyków, z którymi miałam do czynienia by się w tym momencie starła... A ten delikatny subtelny róż doskonale trzymał się mych ust. Naprawdę dobra szminka, choć cena nokautująca.







Kosmetyki:
Podkład Revlon, Colostay 110 Ivory, moja nowa miłość!
Róż Sensai, CH01, moje nowe marzenie ;)
Szminka: YSL, 18, Vernis Ail

(reszty niestety nie spisałam)

You Might Also Like

12 komentarze

  1. skoro szminka YSL to nie dziwie, się, że cena kosmiczna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety :) Choć zawsze można poczekać na jakieś urodziny, gwiazdkę... etc ;)

      Usuń
  2. Też bardzo lubię ten podkład! ma idealny odcień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie go sobie zamówiłam :) Zobaczymy jak się sprawdzi na dłuższą metę! :)

      Usuń
  3. Lovely makeup

    http://couturetrend.blogspot.it/

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Thank You :) This make-up artist is really talented!

      Usuń
  5. Zazdroszczę Ci takiego przeżycia. Makijaż wyszedł rzeczywiście pięknie. Napiszesz coś więcej jak zrobić tą kreskę? Róż z Kanebo jest dość drogi.. ale róże strasznie na długo starczają, praktycznie na kilka lat... :) Więc może warto? :) Szczególnie jak Ci się tak bardzo podoba :) Podoba mi się też szminka, choć na szminkę dużo bym też nie wydała. To kosmetyk, który ma tendencje do gubienia się w różnych miejscach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czego zazdrościć, jak masz czas i jakieś fundusze na przyjemności, to się zawsze możesz zgłosić :) Nie wiem ile to kosztuje, ale myślę, że bardzo drogo być nie może, bo wtedy traciłoby sens.
      Masz na myśli czarną kreskę? Właściwie ciężko powiedzieć. U góry to po prostu zwykła kreska ołówkiem, mocno pogrubiona przy zewnętrznym kąciku. Na dole to bardzo delikatna smuga przy zewnętrznym, roztarta jednak skośnym pędzlem, dzięki czemu zyskuje ten kształt.
      Ostatnio przekopałam Allegro i znalazłam ten róż za 80 zł. W Douglasie był za ok. 150 zł. Mają straszną przebitkę oO. Chyba powoli na niego sobie uzbieram i zainwestuję, bo masz rację, że na długo starczy :) Choć w tej cenie wyższej w życiu bym nie kupiła... To nie jest kwestia czy mam pieniądze czy nie, tylko wydaje mi się bezsensowne wydawanie takiej kasy na róż.
      Ja jeszcze żadnej szminki na szczęście nie zgubiłam. Jedyny problem jaki zawsze mam to: w której jest torebce? :D

      Usuń
  6. Hm pewnie by się znalazł fundusz, ale.. ja jestem chyba zbyt nieśmiała na takie coś.. sama nie wiem :)
    80zł to już lepiej niż 150zł. Nie chciałam byś zrozumiała, że pomyślałam o kwestii pieniężnej. Bardzo często nie kupuję rzeczy, które są ciekawe bo uważam, że to nienormalne, że tyle kosztują. Mimo, że spokojnie mogłabym je kupić. W każdym zakupie powinna być jakaś logika :)
    Chodziło mi o właśnie to gubienie szminek :) Mam z 30 torebek i za każdym razem znajduję w jakiejś szminkę, której dawno nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa ;)
      Hmm, a do kosmetyczki chodzisz? Albo u makijażystki byłaś? To przecież dokładnie to samo! :)

      Usuń