Outfit #114 - Summer wine

6:48:00 AM

all photos by Ociec

Zawsze uważałam, że tworzenie wakacyjnych zestawów jest najtrudniejsze. Jesienią, zimą czy nawet wiosną mogę realizować się w tym, co kocham najbardziej: eksperymentach. Łączyć na pozór niepasujące faktury, bawić się warstwami, grać kontrastami. Mogę założyć sukienkę, do niej dobrać marynarkę, całość doprawić ogromnym szalem. Mogę wbić się w spodnie, koszule, sweter, masywne buciory i tym samym akcentować swój alternatywny charakter. Mogę wszystko - jedyne granice jakie sobie stawiam to moje poczucie dobrego smaku.

Latem nie jest tak łatwo. Kiedyś, dawno temu, zaciskałabym zęby twierdząc, że wcale w czerni nie jest gorąco, glany nie parzą stóp, a tryliard biżuterii wcale mnie nie drażni. Teraz mogę jedynie z podziwem patrzeć na ludzi, którzy wyznają te wszystkie mroczne zasady jednocześnie.





Kocham lato. Kocham upał. Zawsze kochałam. Teraz jednak doszła jeszcze jedna kwestia: pokochałam wygodę. Nie po to są wakacyjne wojaże, by taszczyć walizkę z toną biżuterii i co rano zastanawiać czy liczba pierścionków mnie zadowala. Walizka ma ważyć jak najmniej, a w niej mają znajdować się jak najprostsze i jak najlepsze zestawy.


Prostota i jakość - to moja definicja wakacyjnego stylu. O ile prostotę można zdefiniować na różne sposoby (na przykład wyobrażając sobie rozciągnięty t-shirt i podarte szorty; co potrafi być mrau, ale na mnie zupełnie nie), o tyle jakość ma jedną definicję - najwyższa dbałość o formy i tkaniny. Tak, by nie musieć prasować, nie męczyć w nieoddychającej tkaninie i czuć idealnie.

Gdy nadchodzi wakacyjna pora moja szafa przeżywa renesans. Na wierzch wyciągam wszystkie sukienki. Zajmują miejsce ukochanych legginsów. Dobrze dobrana sukienka robi za cały strój. Wystarczą do niej odpowiednie buty, czasem jakaś minimalistyczna biżuteria i voila! - możemy ruszać na podbój świata. Dobrze dobrana sukienka sprawia, że czujemy się wygodnie, a jednocześnie kobieco. 

Sukienki - moja wakacyjna miłość.


Dziś pierwszy z dwóch "urlopowych" postów. Choć przeżyłam najwspanialszy na świecie eurotrip, to ograniczyłam się do fotografowania w Rzymie. Wiecie, wakacje, ile można pracować (nawet jeśli mówimy o pracy przy blogu, którą się szczerze kocha). Zatem dziś, oprócz mojej stylizacji, na zdjęciach rządzą włoskie krajobrazy, a konkretniej - Koloseum. 



Urok tego miejsca zwaliłby mnie z nóg, gdybym w jakikolwiek sposób mogła na nich stanąć. Po prostu majstersztyk. Błądząc po tysiącletnich murach człowiek ma wrażenie, że na swoim karku czuje oddech złego władcy. Widzi palec skierowany w swoim kierunku, słyszy ryk lwa, szczęk oręża. Wie, że może stać w miejscu i zginąć. Bądź zacząć uciekać. I też zginąć.

Koloseum jest przesiąknięte emocjami. Te stare mury mają w sobie zapisaną historię. Historię ludzkiej potęgi. Piękna i siły. Udowadniają, że człowiek chęciami może stworzyć wszystko czego zapragnie. Jednocześnie przypominają, że te pragnienia nie zawsze są szlachetne. To swoisty zapis ludzkiej natury - jej niezwyciężonej potęgi, a jednocześnie egoistycznych zapędów. Piękno i mrok zamknięte w skałach.



Tuż obok Koloseum wznosi się kolejny symbol potęgi - Palatyn. Wzgórze pełne ruin, ze współczesnym Rzymem w tle. Kontrast tego co było, z tym co jest. Odwieczna równowaga.



Wybierając się w to niezwykłe miejsce postawiłam na zestaw, który z założenia miał być wygodny i kobiecy. Pierwszy przymiot się sprawdził, drugi oceńcie sami. Nie byłabym sobą, gdybym tuż przed wyjazdem nie upolowała nowej rzeczy. Spacerując po sklepach, w Mohito znalazłam sukienkę o asymetrycznym fasonie. Głęboki butelkowy kolor tylko dodawał jej uroku. Wydając na nią około 35 zł, a potem za niecałe 5 zł dokupując idealny wisiorek, czułam, że pierwszy raz w tym roku znów trafiłam na prawdziwe wyprzedaże. Gdy byłam nastolatką miałam dziwne szczęście do trafiania na ciuchy za kilkanaście złoty, często przecenione z kilkuset. Albo teraz się takich wyprzedaży nie robi, albo ja straciłam swój dar.

Buty już znacie - pojawiały się na blogu wielokrotnie. Okulary także od niedawna są tutaj stałym gościem. 

Zatrzymajcie się i wraz ze mną zachwyćcie tym miejscem. To jedna z tych dziecięcych cech, które uważam, że każdy dorosły powinien w sobie pielęgnować: umiejętność zachłyśnięcia się pięknem tego świata.



Udanego weekendu!
VamppiV

dress: Mohito || necklace: Mohito || shoes: CCC || sunglasses: no name

You Might Also Like

17 komentarze

  1. Ale czerń nie grzeje wcale bardziej od innych kolorów ;P
    testuję to w tym roku - czy w bieli czy w czerni jest mi tak samo gorąco ;P
    także - przeciwko tej tezie z parzącą czernią zamierzam dalej występować ;P

    Cudowne miałaś wakacje!
    Ja, jak wiesz - jestem strasznym leniem.
    Ruszenie tyłka za drzwi mieszkania sprawia mi problem, na zagraniczną podróż kręcę nosem - wiele tracę, to pewne.
    Na szczęście wczoraj wieczorem odebrałam po dwóch miesiącach wyniki moich badań i znalazłam winowajcę mojego wiecznego lenistwa - niedoczynność tarczycy :D
    Wierzę, że po zalekowaniu mnie wstąpi we mnie niespożyta energia i może za rok też wreszcie coś pozwiedzam ;P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czerń sama w sobie nie. Ale gdy nosisz ją zgodnie z zasadami mroku, czyli w towarzystwie ciężkich butów i tony biżuterii, to można paść. Testowałam, nie polecam ;)

      Delete
  2. Amazing City!
    i love your Dress ,what a fantastic Colour :)

    lovely Greets <3

    ReplyDelete
  3. Letnie outfity są najgorsze, zdecydowanie >_<" jak tu wyglądać mrocznie kiedy najbardziej masz ochotę nie nakładać na siebie nic więcej niż bieliznę, haha.
    ale dajesz radę jak widać! Dodatki sprawiają, że outfit wygląda super choć sama sukienka może sie wydawać prosta! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiesz, bielizna też może być mroczna ;) Hue hue

      Delete
  4. Sukienka to najlepszy wybór na upały, zrobiłaś świetny zakup, prawdziwie wyprzedażowy. Ślicznie Ci w tej minimalistycznej formie- którą i ja wyznaję latem :) Rzym znam na tyle, że (niestety) nie robi już na mnie większego wrażenia, ale każdy kamień tam ma "duszę" i faktycznie przemawia. Nadal jednak jest to największy pomnik okrucieństwa ludzkiego. Pozdrawiam

    ReplyDelete
  5. Ślicznie wyglądasz, sukienka ma cudny kolorek ;)

    ReplyDelete
  6. Ja też kocham lato i upały <3 wygoda jest bardzo ważna w taką pogodę :)

    ReplyDelete
  7. W lato jest istna rewia mody .... i podziwiam Ciebie i to bardzo... :)

    ReplyDelete
  8. Świetna sukienka, pasuje Ci! Ile fajnych miejsc zwiedziłaś. :)

    ReplyDelete
  9. Love the lipstick! Such a cool and eye-catching colour with the simple and chic dress and shoes! :)


    badtastetoastblog.com

    ReplyDelete
  10. Znam to z własnego przypadku - "ale glany to przecież obuwie całoroczne"... ;). Dobrze, że takie rzeczy z wiekiem przechodzą :D.

    I tez jestem zwolennikiem rozwiązań: wakacyjnie minimalistycznie :). Jako nastolatka usiłowałam zabierać ze sobą prawie cała szafę, no bo lans - wiadomo. Później- stwierdziłam że nie warto, bo nabiorę 20 koszulek, a chodzę w 3 na okrągło, bo mi najbardziej "leżą" :).

    Tak, byłam w Colo w grudniu 2012 - niesamowite wrażenie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja brałam ze sobą osobny plecaczek na biżuterię ;) Ach, ta młodość!

      Delete
  11. świetna stylizacja! zazdroszczę rzymu, musiało być pięknie! <3

    http://dalenadaily.blogspot.com

    ReplyDelete
  12. wow ! pięknie wyglądasz, ten kolor idealnie ci pasuje <3
    http://coeursdefoxes.blogspot.com

    ReplyDelete
  13. W te upały nic tylko naturalne materiały! :) Mam wiele bluzek czy innych ciuchów lekkich jak mgiełka, ale ze sztucznych materiałów, które na 30 stopni się po prostu nie nadają. Ja też ubieram w taką pogodę sukienki. Mam swoją ulubioną z Hell Bunny, cieniutką w nadruk króliczków z ich logo.
    Podzielam Twoje zdanie, w każdą inną porę roku o wiele łatwiej się ubrać w klimacie :)
    Pozdrawiam gorąco! ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pokaż! :D Nadruk w króliczki brzmi suuuuper!

      Delete

Wigsreview

Nastydress

Tosave.com